Może i nie jestem jakimś wielkim weteranem autostopu, ale określenie żargonowe Złota Strzała bardzo mi się podoba. No i idealnie pasuje do tego, co mi się trafiło. Nie wiem jak Wy, ale dla mnie Litwałotwaestonia to zawsze było jedno slowo i w sumie jedno państwo. Razem do NATO, razem do Unii, razem do Szengen, generalnie w kupie raźniej. Moja teoria znowu się potwierdziła bo te 3 kraje udało mi się przejechać jednym stopem. Bezpośredni przelot 1000km to naprawdę niezła okazja.
Mój kierowca to Leszek, dla przyjaciół Czips. Przez kilkanaście lat woził Laysy na Łotwę i stąd ta ksywka. Spodobało mi się połączenie Kotleta z Czipsem, więc pomimo delikatnej różnicy wieku pozostał Czipsem. Jadąc z kimś ponad 1000km przez prawie 2 dni plus jeszcze noc na łóżku piętrowym można już mówić o prawie przyjaźni. Zaczęło się od krótkich anegdot na temat chipsów (było ich mnóstwo ale ulubiona Czipsa to ta że z jednego kartofelka robi się 32 chipsy. No i oczywiście faszeruje chemia - tu pozdrowienia dla mojego brata, który jest fanem tej przekąski) a skonczylo na rozmowach przez pol nocy na wszystkie zyciowe tematy.
| Kotlet z Czipsem |
Czips przyjechał po mnie rano na stację, na której spałem, oldskulowym 25-letnim merolem i razem pojechaliśmy odebrać ciężarówkę. Uznał że muszę zobaczyć trochę Augustowa więc urzadzilismy sobie zwiedzanie miasta 20 tonowym kolosem. Za miastem był wypadek i długi postój. Mieliśmy 'szczęście' być pierwszym samochodem zatrzymanym przed wypadkiem gdy przyleciał helikopter. Czips nie odmówił sobie wyjścia i klasycznego gapiostwa. Teraz wyobrazcie sobie obrazek, który jest kwintesencją wyluzowania Czipsa. Ludzie w panice, laduje helikopter a Czips stoi obok wielkiej plamy benzyny ciągle cieknacej z wraków i pali sobie papieroska.
| Czips czytajacy Fakt ("Wez tam patrz na droge i wolaj jakby co") |
Gdy wreszcie ruszyliśmy byliśmy pierwszą ciężarówką więc wszystkim w korku z naprzeciwka Czips obwieszczal przez radio info o wypadku i wyczekiwal pochwał. Przez całą dwudniową znajomość nie widziałem Czipsa tak dumnego! W rytmie muzyki, kolejnych podziękowań na cb i cyklicznego trabienia syreną wyjechaliśmy z Augustowa. Generalnie mój kompan trochę naduzywa sygnału. Najczęściej ofiarą padają idące chodnikiem niewiasty ale nie tylko one. Trąba ta ewidentnie dodaje męskości. Zresztą muszę przyznać że dźwięk faktycznie robi wrażenie i wręcz wieje od niego testosteronem oraz obwieszczeniem iż nadjezdza samiec alfa.
| Czipsowóz |
W tej wesołej atmosferze pokonałem z Czipsem cała Litwelotweestonie. Co ciekawe mój kierowca nie je praktycznie w ogóle. Od wyjazdu ograniczylem moje posiłki do minimum jednak na trasie od 9 rano do 22 w końcu nie wytrzymałem i zjadłem niejakiego Kartacza (nazwe pewnie przekrecilem). Wyszło mi to bokiem bo pomimo iż był smaczny miał konsystencję papcia i złamałem na nim mojego Sporka... Tak czy inaczej Czips przez cały dzień zadowolil się dwoma litrami coli i dopiero wieczorem dopełnilismy całość kilkoma piwami. Spędziłem jeszcze noc na drugim piętrze jego szoferki, a rano wspólnymi siłami rozladowalismy przywiezione 1300 grzejników (do sklepu o pięknej słowiańskiej nazwie Bauhof). Następnie Czips podwiozl mnie na wylotowke i musieliśmy się pożegnać. Tak wyglądała krótka ale niesłychanie zazyla przyjaźń między Kotletem i Czipsem.
Piszę to z pięknej estonskiej stacji przy granicy z Rosją. Zaraz wkraczam do kraju, gdzie liczę chyba na najwięcej przygód.
